kosciol2.jpg

Nieustannie być młodym

   Młodość i starość – międzypokoleniowe relacje, które doświadczają nas przez całe nasze życie. Gdy jesteśmy w pełni sił, realizujemy się zawodowo, jesteśmy dynamiczni i z optymizmem patrzymy w przyszłość – nie ulega wątpliwości, że możemy się uważać za człowieka młodego. Nadajemy ton życiu osobistemu i społecznemu. Przychodzi jednak taki czas, że nasze kariery zawodowe kończą się, przechodzimy na emeryturę i ograniczamy kontakty – powoli zbliża się starość. Takie przedstawienie relacji pomiędzy młodością i starością jest proste i schematyczne.

   Można być młodym mając siedemdziesiąt lat, bo młodość to dążenie do przodu – wiara, że wszystko jeszcze może się zdarzyć, że jeszcze wiele możemy zrobić i wiele od nas zależy. To otwarcie na rzeczy niezrozumiałe, aby je zrozumieć, zgłębić to co jest do poznania, przeżyć czegośmy jeszcze nie przeżyli, zachwycić się tym, czym jeszcze się dotąd nie zachwycaliśmy. Można też, mając 20 lat być starym, kiedy się uważa, że nie ma perspektyw na przeżycie rzeczy pięknych, ważnych, wspaniałych, cudownych. Kiedy przytłacza nas świadomość straconych lat dzieciństwa, gdy życie i nauka przebiegło gdzieś obok nas, a nasze istnienie jawi się jako egzystencja, ciągłe zabieganie o dzień bieżący, brak perspektyw na kształtowanie przyszłości, brak pomysłu i planów na realizację swojego bytu. Kiedy te przypadłości dotyczą rzeczywiście człowieka starego dochodzi jeszcze wspomnienie przeszłości, tego co kiedyś było wielkie i wspaniałe, może cudowne, jedyne i niepowtarzalne. Często człowiek stary uważa, że co było do zrozumienia – to zrozumiał, że co miał zobaczyć – zobaczył, a co miał usłyszeć – usłyszał. Tylko, że wtedy taki człowiek jest jak posąg – intelektualnie zunifikowany i skodyfikowany, uczuciowo wypalony, coraz mniej wrażliwy na otoczenie, zamykający się w sobie. A przecież wystarczy chociaż trochę pochylić się do przodu, uwierzyć, że dam radę, że wszystko jeszcze jest możliwe, że wszystko jeszcze może się zdarzyć. Uwierzyć, że człowiek nigdy nie przestaje być potrzebny. Pokazać, że nadal jestem przydatny i użyteczny.

   MaSz

Być Chrześcijaninem (1)

   „Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze, bo niektórzy z nich przyszli z daleka” (Mk 8, 2-3). Na kim Jezus chce zbudować Kościół? Ci, którzy przyszli do Niego nie oczekiwali darmowych posiłków i sytości. Byli złaknieni czego innego. Może oczekiwali sprawiedliwości, uporządkowania swojego życia, szukali drogi ku świętości i czystości? Może w ich świadomości tliła się nadzieja i tęsknota do wyższych celów i rzeczy? Być może czuli, że w tej tęsknocie są nieporadni, osamotnieni. Jezus nauczał o Bogu-Stwórcy. Ukazywał świat jakim jest i jakim powinien być – ukazywał świat, który jest drogą do Boga. Później, gdy na krzyżu „Wykonało się!” (J 19, 30), drugą drogą został Jezus Chrystus – Jego nauka i Jego człowieczeństwo. To przez Chrystusa droga ta stała się początkiem chrześcijaństwa, drogą do Boga-Ojca. Jezus prowadząc nauczanie i głosząc „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4, 17), budował fundamenty Chrześcijaństwa.

   Dzisiaj, gdy wielu z nas uważa się za chrześcijanina, czy wciąż musimy się nawracać? Co znaczy być Chrześcijaninem? Uważamy siebie, że jesteśmy wierzący i praktykujący. A jak wygląda nasze życie? Czy jest uczciwe? A może obciążone jest wygodnictwem, lenistwem i egoizmem. Życie chrześcijanina to ciągła obrona swojej osobowości przed takimi przypadłościami i zachowaniami. Jesteśmy wolnymi ludźmi i to od nas zależy jaki styl i formę życia wybierzemy. Chrześcijanin cały czas powinien być twórczy i kreatywny – inaczej to co na początku było twórcze, potem może stać się bezmyślnym, nieefektywnym powtarzaniem i schematem. Aby realizować takie przesłanie można pokusić się o stwierdzenie, że chrześcijanin to człowiek, którego na swoją kreatywność i twórczość jest stać – ma co zjeść, w co się ubrać, gdzie żyć – i ten czas to wielkie szczęście i łaska, gdy trwa całe życie. Zdajemy sobie sprawę, że w swoim życiu możemy popaść w niedolę, rozpłakać się nad sobą i swoim losem, że nie tak nam poszło. Także litujemy się nad innymi ludźmi, że nie tacy, że nas skrzywdzili, że inne mamy o nich wyobrażenie. I to jest ludzkie, bo świadczy, że jesteśmy wrażliwi, bo to nie jest nam obojętne, czujemy ludzi i świat – ludzi pokrzywdzonych i świat pokręcony. W takich sytuacjach trzeba umieć darować i przebaczyć. To wtedy rodzi się w nas uczucie miłości do drugiego człowieka i my także jesteśmy kochani – to te chwile stają się najważniejszym czasem naszego życia. Jakby sam Bóg nas nawiedził.

   MaSz

Z wiarą prośmy o zdrowie

   Zdrowie – „Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz”. Mamy świadomość, że nie ma człowieka całkowicie zdrowego – każdy, jeśli nawet aktualnie na nic nie narzeka, to jakąś chorobę w sobie nosi. Gdy dopadnie cierpienie i ból, oprócz wizyty u lekarza, kierujemy nasze wołania do Boga w modlitwie, często we mszy świętej i prosimy: Boże daj nam zdrowie, daj nam siły do dalszego życia. Daj nam zdrową psychikę i ciało. Wyzwól nas z wahnięć i rozkołysań naszego zdrowia. W sytuacjach dużego zagrożenia wołamy: „Święty Boże, Święty Mocny…” Z tym zawołaniem deklarujemy często naszą gotowość do spełnienia powołania, do którego On nas wzywa. Następuje w nas wewnętrzna zmiana i mamy inne spojrzenie na otaczający nas świat. Deklarujemy gotowość pójścia za Nim – wołaj nas jak najczęściej, jak najwyraźniej – pójdziemy za Tobą. A później nasłuchujemy, rozglądamy się, że może tak blask z nieba błyśnie, zobaczymy jakiś nadzwyczajny znak, gdzieś na ścianie pojawi się wizerunek, może na szybie, albo obraz lub figurka zacznie płakać. I wtedy będziemy mogli się upewnić, że Bóg jest – zwykłe, ludzkie i proste oczekiwania.

   To tak z przyzwyczajenia, tak po ludzku mówimy wciąż: „Pomóż nam, wesprzyj nas, ochroń nas, ocal nas, wzmocnij nas, daj zdrowie i siły”. A gdzieś w podświadomości mamy przypuszczenie, a może i pewność, że nie musimy tego mówić i nie takie przyziemne są nasze nadzieje na cud, bo Ty Boże jesteś wciąż przy nas, wiesz o wszystkim. O tym co nas trapi, co nam dolega, co nam grozi, czego nam potrzeba. Czy to znaczy, że tamto zachowanie należy przekreślić i wyśmiać? Nie! Mówimy tak bo jesteśmy ludźmi, bo tak wyznajemy naszą wiarę, bo tak chcemy nawiązać widoczny dla nas kontakt z Bogiem – inaczej nie umiemy i nie potrafimy. To jest podyktowane naszą wiarą, nadzieją i miłością – to jest uzewnętrznienie naszego oddania wierze, i zawsze będziemy wracali do takich form, sposobów i zwyczajów. A już nieraz w naszym życiu Bóg się nam objawił w szczęściu, które nas spotkało, czy nieszczęściu, lub w chorobie, która nas doświadczyła cierpieniem, albo w grzechu, którego żałujemy. Nie jesteśmy wtedy sami.

   MaSz

Być Wielkim

   Często słyszymy w mediach o ludziach, których przedstawia się nam jako wielkich. Dotyczy to różnych dziedzin życia – polityki, nauki, biznesu, kultury czy ekonomii i gospodarki. Rzadko utożsamiamy się z ich sukcesami i perspektywą podobnych osiągnięć w swoim życiu. Najczęściej przez skromność i niedowierzanie we własne możliwości i doniosłość naszych czynów nie uważamy siebie za ludzi wielkich. Także nie analizujemy jakie kryteria są brane pod uwagę przy ocenie wielkości ludzi. Rzadko uświadamiamy sobie i nabieramy wiary w to, że sami możemy być cichymi, skromnymi i jednocześnie wielkimi. A wszystko zależy od wymagań, jakie względem siebie postawimy, od naszego zaangażowania w codzienność i w życie - nie tylko swoje, ale przede wszystkim innych ludzi.  
   Jedną z podstawowych cech w ocenie wielkości człowieka jest poczucie odpowiedzialności za innych ludzi. Szacunek dla drugiego człowieka, który żyje obok. Nie chodzi tu tylko o najbliższą rodzinę, ale o życie innych poza kręgiem swojego domu. To jest także troska i odpowiedzialność o otoczenie, w którym żyjemy, w którym się poruszamy i przyjaźnimy się. Uszanuj człowieka, który żyje obok ciebie, pozwól mu się rozwijać, bądź wyrozumiały i tolerancyjny dla jego indywidualności. Wtedy można być wielkim, chociaż paradoksalnie ta wielkość często jest niedostrzegana. To jest także troska o miejsce pracy i ludzi z nami pracujących, szacunek dla ich trudu. Być wielkim to troska o środowisko, w którym żyjemy, przyrodę, która nas otacza. Dobrze, gdy patrzymy jeszcze szerzej – na życie miejscowości, w której żyjemy, na naszą małą i wielką ojczyznę, której losy nie są nam obojętne. A może nie zdajemy sobie sprawy, że stać nas na wielkie horyzonty – na troskę o ziemię, o ludzkość. Czy stać cię na taką troskę, na takie zagospodarowanie świata swoją miłością?

   MaSz

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

   „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. Trzecie przykazanie Dekalogu przypomina nam, że jeden dzień tygodnia ma być w szczególny sposób poświęcony Bogu, naszemu Stwórcy i Zbawicielowi. Co to znaczy święcić dzień święty? Zapewne spyta ktoś: a czy jest dzień nieświęty? Przecież nasz stwórca Bóg-Ojciec stworzył nasz świat, nas i to wszystko… Całe dzieło stworzenia świata to jedna wielka świętość i dlatego nie ma dnia ważniejszego czy świętszego. Kiedyś stało się tak, że ludzie w swej mądrości pod natchnieniem i z inspiracji Stworzyciela wyznaczyli jeden szczególny dzień – dzień siódmy dla Boga, dla upamiętnienia tego dobrodziejstwa. A przecież zdajemy sobie sprawę i wiemy, że pozostałe dni również są dniami dla Boga, bo nie ma dni nie-Bożych.

   Dla nas chrześcijan dniem poświęconym w sposób wyjątkowy Bogu jest niedziela. Przypomina ona ważne wydarzenia zbawcze z przeszłości – zmartwychwstanie Jezusa i zapowiada przyszłą pełnię zbawienia. W niedzielę przypominamy sobie w szczególny sposób naszego Ojca-Stwórcę, Boga w Trójcy Jedynego, dzięki któremu istnieje otaczający nas świat, rozwija się życie, my i wszystko. To dzień upamiętniający dzieło stworzenia i dzieło zbawienia. Świętujemy niedzielę, aby w sposób zewnętrzny oddawać cześć Bogu dla upamiętnienia tego wielkiego, najpowszechniejszego dobrodziejstwa, jakim jest święte dzieło stworzenia świata i dzieło zbawienia. Bo do zbawienia Bóg sam nie wystarczy - musi być jeszcze nasza dobra wola i zaangażowanie. Jest to więc dzień upamiętniający i zapowiadający, dający nadzieję.

   MaSz

Pozytywny program życia

   Życie – jak żyć, jak postępować aby być usatysfakcjonowanym z osiągnięć swojego życia? Jak żyć aby być pozytywnie postrzeganym przez swoje otoczenie? Takie pytania stawiamy, gdy przychodzi chwila refleksji nad sobą i naszymi dokonaniami lub zderzymy się w swoim życiu z sytuacją, która przewartościuje nasze dotychczasowe zasady, rozhuśta psychikę i spowoduje wstrząs wewnętrzny.
   Nasze życie to ciągły kontakt z innymi ludźmi. Najpierw są to rodzice i rodzeństwo, potem krewni – ciocia, wujek, kuzyni, a potem w szkole zaczynamy edukację. Nie tylko poznawczą naukę, ale uczymy się i przyswajamy zasady współżycia z kolegami, nauczycielami, w społeczeństwie. Poznajemy reguły postępowania i jakie są ich granice. W ten sposób począwszy od lat dziecięcych poprzez młodość i wiek dojrzały każdy uczy się i poznaje swoje prawa i obowiązki oraz buduje strukturę moralną swojego życia, rozwija poczucie odpowiedzialności za swoje czyny. W tym okresie wiele zależy od ludzi, których spotykamy, którzy nas uczą i wychowują, jakie zasady przyswoimy, zaakceptujemy i będą definiować nasze dalsze życie.
   Te zasady nie są nam dane jako niepodważalne i stałe reguły. Dorosłe życie wymusza na nas abyśmy je wciąż kontrolowali i zmieniali. Modyfikujemy je i tworzymy nowe – dostosowujemy do swoich wymagań i potrzeb, ale zawsze powinny być zgodne z podstawową regułą – miłości do drugiego człowieka. Ta podstawowa zasada, którą od najmłodszych lat słyszymy od matki i ojca, później w szkole i na lekcji religii, powinna nam towarzyszyć przez całe nasze życie. Według niej kontrolujemy nasze postępowanie i dostosowujemy do sytuacji, sprawdzamy czy nie trzeba wnieść poprawek, skorygować, uzupełnić, ograniczyć, rozbudować. Takie nastawienie pomoże nam pozytywnie postrzegać drugiego człowieka – z wyrozumiałością, bez uprzedzeń i nietolerancji. Taka postawa ułatwia nam budowanie swojej moralności na zasadzie pozytywnego programu życia z aprobatą siebie i innych. Poznajemy i doświadczamy jak żyć uczciwie i po co żyć uczciwie. Wtedy łatwiej budować, tworzyć, dawać, nieść, jaśnieć – łatwiej żyć wspaniałomyślnie i „bogato”.

  MaSz

Strona 1 z 4